Przykucnęła, usiadła i położyła się. Spojrzała w niebo, ujrzała małe migoczące kropki, a wśród nich dużą okrągłą plamę - przepiękna noc - pomyślała- szkoda tylko, że moje życie nie jest tak piękne i lśniące... Jestem wariatką. Jest środek nocy, a ja tutaj leżę na tym starym moście, po którym samochód przejeżdża od czasu do czasu z młodzieżą, która szuka rozrywki. Za mostem jest stary las, bardzo stary na to wygląda.. gdyby chciało się objąć pień drzewa potrzeba by były ze trzech ludzi. A cały las jest bardzo duży i wygląda jakby wtulał się w chmury. W głębi lasu jest polana z niewielkim jeziorem. Te miejsce jest przepiękne. Uczniowie szkoły Danielsa Lee często urządzają tam różnego typu spotkania.
- Iz! Odezwij się, bo wiem, że gdzieś tu jesteś!
-Iz leżała i patrzyła w niebo, nie miała ochoty z nikim rozmawiać- już mnie szukają, a przed chwilą mieli mnie dosyć...śmieszne.
-Iz leżała i patrzyła w niebo, nie miała ochoty z nikim rozmawiać- już mnie szukają, a przed chwilą mieli mnie dosyć...śmieszne.
-Tu jesteś! Wiedziałem gdzie Cię szukać. Oszalałaś?! Co Ty tutaj robisz? Dlaczego leżysz na środku tego mostu?
- Leżę, a co mam robić. Jakąś chwilę temu słyszałam, że mam zniknąć z domu na zawsze.
- Iz.. wiesz, że wcale nie miała twego na myśli
-a co niby miało to znaczyć? Wytłumacz mi, bo chyba tego nie zrozumiałam
- sama bez winy nie jesteś mogłaś się opanować i nie rozbijać tych wszystkich naczyń
- Jasne! Teraz to wszystko to moja wina i to ja zaczęłam tą całą awanturę. Pewnie jeszcze to ja zaczęłam na nią krzyczeć i mówić, że nic nie robi i jaką ona to jest niezdarą.
- Izabell..- Heron przyglądał się dziewczynie jak łzy spływały po jej opalonych smukłych policzkach. -Nie płacz- i jednocześnie przyciągnął ją do siebie. Poczuł jej drobną sylwetkę w swoich silnych ramionach. Jej głowa opadła na ramionach, a on wtulił się w jej miękkie ciemnobrązowe włosy.
-Robi się chłodno, zerwał się wiatr- stwierdziła dziewczyna-Chodźmy do domu, zrobię Ci drinka i od razu się rozgrzejesz
-Nie wrócę do domu, własna matka nie chce mnie w nim.
- Pójdziemy do mojego- objął Iz i ruszyli w stronę miasteczka
Nagle zerwał się porywczy wiatr zrobiło się bardzo zimno, niebo pociemniało. Izabell i Herona przeleciał dreszcz. Oboje przyspieszyli kroku. Zaczęło grzmieć i na niebie pojawiały się błyskawice. Teraz już prawie biegli, na oślep, ponieważ wiatr tak szalał, że nic nie było widać.
- Coś za nami jest, to nas goni!- krzyczała przerażona dziewczyna, biegli ile sił w nogach- Szybciej, szybciej!- poganiał ją Heron
-To coś mnie łapie! aaa! pomocy!- upadła na twarz w swojej dłoni trzymała dłoń chłopaka, coś przeciągnęło ją do tyłu. Czuła ucisk na swoich nogach.
Heron pociągnął mocno ja za rękę, ale nic to nie dało. Teraz sam się przewrócił, czuł, że ciągnie ich oboje. Nic nie mogli zrobić to coś miało ogromną siłę. Nagle się zatrzymali, byli na moście. Przerażeni leżeli bez ruchu trzymając się za ręce. Po chwili chcieli wstać, lecz usłyszeli głośny dźwięk. Coś na nich skoczyło i przygniotło ich do starych desek mostu. Uciskało ich coraz bardziej, ból był tak silny, że nie mogli nawet krzyczeć. Gniotło ich płuca, nie mogli złapać tchu. Stracili przytomność.
cdn.